Porady » Sposoby impregnowania mebli

Emalie, dzięki przepychowi kolorów, doskonale odpowiada­ły sztuce bizantyńskiej, która dla oddania ,,tego, co nadnatu­ralne" posługiwała się stylizacją formy i bogactwem materii. Wszystko, co służyło Kościołowi czy cesarzowi, wszelkie przedmioty czy narzędzia kultu, musiały zachwycać i zadzi­wiać wspaniałością, budzić szacunek. Być może Bizantyńczycy, przyswajając sobie tę formę wypowiedzią pozostawali trochę pod wpływem ludów koczujących, u których dla uzyskania na przedmiotach efektów barwnych wprawiano kolorowe ka­mienie i szkiełka w złote przegrody; sam rodzaj techniki — emalii komórkowej — odziedziczyli jednak po Grekach i Rzy­mianach. Gdzie.natomiast ona się narodziła, nie wiadomo, choć spotyka się wyroby z emalii — co prawda, w zupełnie innej postaci — od drugiego tysiąclecia p.n.e. w Egipcie.
Proces otrzymywania emalii polegał najpierw na przygoto­waniu masy,, uzyskiwanej z tlenków metali o dowolnych bar-wach, rozpuszczonych w ołowiu lub boraksie. Taką płynną pastę szklaną wlewano następnie do komórek wykonanych z cieniutkich paseczków złota, nałożonych na złotą płytkę i stanowiących zarazem ornament. Masa emalii, po stopieniu się z powierzchnią metalu, stanowiła szkliwo silnie z nim związane. Złote podłoże przeświecało lekko przez tę warstwę, wyszlifowaną po wyschnięciu, dając blask porównywalny je­dynie do efektu mozaiki. Podobieństwo emalii do mozaiki po­legało również na sposobie wypełniania każdej komórki, ob­wiedzionej złotą linią. W sumie powstawał obraz złożony z niezliczonej ilości pojedynczych kolorowych kamyczków. Ten rodzaj techniki nazywamy emalią komórkową, w odróż­nieniu od żłobkowej (komórki ryte w podłożu), używanej naj­częściej przez Rzymian. Rzymianie stosowali wprawdzie nie­kiedy technikę emalii komórkowej, ale głównie z użyciem brązu.
Z pierwszego okresu sztuki bizantyńskiej nie zachowało się wiele przykładów wyrobów emalierskich. Posiadamy jednak kilka doskonałych zabytków obrazujących częściowo ich roz­wój. Dwa medaliony, jeden przechowywany w Paryżu (w Ga­binecie Medali Biblioteki Narodowej), drugi w Baltimore (w The Walters Art Gallery), wskazują, że dawne tradycje greckie nie zniknęły całkowicie na terenie cesarstwa bizan­tyńskiego w V i VI w. Dla dekoracji medalionów bowiem za­stosowano technikę właściwą dla biżuterii greckiej. Ornament roślinno-kwiatowy, wykonany w emalii, występuje na gładkim złotym tle, obiegając wokół popiersia cesarzowej Eudoksji, wydobytego przez wytłaczanie (medalion paryski), lub wokół krzyża (na medalionie z Baltimore).
Inne przykłady z końca VI lub z początku VII w. ukazują nam oddaną w tej samej technice dekorację roślinną. Należą do nich trzy krzyże-relikwiarze ozdobione ptakami (w Dum-baarton Oaks Research Library and Collection w Waszyngto­nie, w Bargello we Florencji i w kolekcji Gualino w Turynie). Natomiast mały medalion znaleziony w Korsuniu ma wpraw­dzie także emaliowany ornament z ptaków, ale położony na tle z emalii, według zwyczaju stosowanego w Rzymie. Wyda­je się więc, że w tych wiekach Bizantyńczycy nie wypraco­wali jeszcze ustalonej metody posługiwania się techniką ema­lii. Na plakietce ozdabiającej relikwiarz przechowywany w opactwie św. Krzyża w Poitiers występuje bowiem girlanda roślinna, rysująca się na niebieskim tle emalii delikatnymi zło­tymi drucikami oplatającymi komórki. Ten piękny relikwiarz na cząstkę Krzyża św. miał, według tradycji, cesarz Justyn II ze swoją żoną Zofią przesłać królowej francuskiej, późniejszej Św. Radegundzie.
W tym samym czasie zaczynają występować w emalii także tematy figuralne, jeszcze wprawdzie o surowej formie pla­stycznej, ale odznaczające się bogatymi walorami dekoracyj­nymi. Na relikwiarzu zwanym Oppenheim-Morgan (określe­nie pochodzi od nazwisk poprzednich właścicieli; obecnie w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku) scenę Ukrzy­żowania otaczają popiersia apostołów, powtarzając kompo­zycję jednej z ampułek w Monza. Scena ta, inspirowana przez sztukę cesarską, wywodzi się z dekoracji kościołów Pa­lestyny.
Na emaliach bizantyńskich tego czasu wzorowały się też in­ne kraje. Niedaleko Rawenny znaleziono szereg zapinek-brosz królów lombardzkich z VII w., o dekoracji wykona­nej techniką emalii komórkowej. Tak zapinki łombardzkie, jak zabytki bizantyńskie charakteryzują się jednym ornamentem centralnym, ozdabiającym cały przedmiot.
Z „ciemnego" okresu ikonoklazmu zachował się (w skarb­cu opactwa św. Maurycego w Agaune] bardzo piękny dzban, ozdobiony medalionami z emalii o wzorach sasanidzkich — wymowny dowód nieprzerwanej produkcji pracowni bizantyń­skich nawet w tak trudnym czasie. Mimo tego więc, że pierw­szy okres pozostawił nam trochę interesujących zabytków ema-lierstwa, dla wyprowadzenia szerszych wniosków liczba ich jest zbyt mała. Masza dobra znajomość historii emalii bizan­tyńskiej zaczyna się dopiero od IX w, kaniny w znacznym stopniu składały się na atmosferę przepychu, którym Bizantyńczycy tak lubili się otaczać na­wet w codziennym życiu. Ale jeżeli ludzie bogaci gustowali w strojach z czystego upodobania lub próżności, to cesarz Konstantyn Wielki rozumiał doskonale, że wzrost luksusu i rozwój rzemiosła artystycznego służyć będzie jego polity­ce, wynosząc nową stolicę w oczach suwerenów i barbarzyń­ców ponad wszystkie inne. Z tych powodów wkrótce obok budynków publicznych powstały i rozwinęły się wielkie ce­sarskie pracownie dzieł sztuki, a złotnictwo i kosztowne tka­niny zostały objęte monopolem państwowym. Wytwórcy tkanin, zgrupowani w specjalnych korporacjach, pracowali najpierw tylko dla potrzeb dworu i armii. Materiały o bar­wie purpury i wzorzyste złote zarezerwowane były tylko dla imperatora, a nawet później, gdy wytwórczość rozwinęła się już dostatecznie i gdy powstały manufaktury prywatne, pro­dukcja i eksport tego gatunku tkanin objęte były zawsze ce­sarskim monopolem.
Fabrykowano tekstylia z wełny i lnu — tworzyw używa­nych od dawna w Basenie Śródziemnomorskim — oraz z bar­dzo kosztownego jedwabiu importowanego z Chin, znanego w Syrii i Egipcie w epoce hellenistycznej, a w Rzymie pod ko­niec republiki. Pod koniec epoki antycznej Konstantynopol stał się jednym z największych centrów handlowych. Towary wędrowały stąd Dunajem do środkowej Europy, a Morzem Czarnym na północ i północny wschód. Istniała jednak pewna trudność, która z biegiem lat narastała. Karawany wiozące be­le jedwabiu z Chin do Konstantynopola pokonywały ogromną przestrzeń, wędrowały osiem miesięcy, płacąc po drodze wy­sokie koszty taryf celnych, zwłaszcza w Persji, co jeszcze bar­dziej podrażało cenę materiału. -Ponadto warsztaty syryjskie (m. in. w Palmyrze) przerabiały sprowadzane z Chin nici su­rowego jedwabiu, stając się poważnym konkurentem Konstan­tynopola. Tak więc gdy wojna z Persją utrudniła jeszcze cięż-ką już i tak sytuację Bizancjum, Justynian poszukał wyjścia z tej niewygodnej sytuacji. Około 552 r. dwóch mnichów, wy­słanników cesarskich, przemyciło z Chin jaja jedwabników, ukrywając je w laskach podróżnych. Rozwój własnej hodowli jedwabników i produkcji jedwabiu nie wystarczył jednak na pokrycie wzrastającego zapotrzebowania, omijając więc Per­sję, zaczęto od czasów Justyna II sprowadzać jedwab z Chin za pośrednictwem Turków. Warsztaty dworskie mogły już te­raz zaopatrywać klientelę prywatną, ale rozdział nici, produk­cja, sprzedaż i eksport jedwabiu odbywały się pod surową kontrolą władz cesarskich. Z wczesnego okresu historii Bizancjum zachowało się nie­wiele tkanin, ale ówczesna literatura, mozaiki (np. w San Vi-tale w Rawennie), miniatury (np. w Homilii Jana Chryzosto­ma), kość słoniowa (dyptyki) dają nam pojęcie o wyglądzie tych luksusowych szat, zwłaszcza paradnych strojów cesarzy i dygnitarzy dworu. Zdumiewa w nich przede wszystkim bo­gactwo kolorów i wszelkiego rodzaju ornamentów dekoracyj­nych, W pierwszych latach widoczna była skłonność do mo­tywów roślinnych i rozmaitych drobnych, szeroko rozrzuco­nych ornamentów. Strój ceremonialny Konstantyna ozdabiały kwiaty, bluszcz i gryfony. Wpływ mody Orientu zaznaczył się w licznych ornamentach zoomorficznych. Motywy figuralne występowały rzadziej, przeważnie nie tkane, lecz haftowane na szatach liturgicznych. Te, które oglądamy na sukni cesa­rzowej Teodory z mozaiki w San Vitale i na tunikach konsu­lów w niektórych dyptykach lub o których czytamy w pis­mach z IV w. były wykonane złotym haftem. Wiemy na przy­kład, że Justynian posiadał wspaniałą purpurową szatę usia­ną drogimi kamieniami, którą zdobiły dodatkowo epizody zwy­cięstw nad Wandalami, haftowane złotą nicią. Tkaniny służy­ły również za zasłony w pałacach i kościołach, nakrycia sto­łów, naczyń liturgicznych, płyt ołtarzowych; jako firanki, ozda­biane bogatym haftem ilustrującym życie Chrystusa, osłaniały cyboria. Niestety, z okresu od IV do VI w. nie zachowała się żadna tkanina, która by mogła być z absolutną pewnością uwa-żana za bizantyńską. Niektóre skarbce kościelne posiadają fragmenty relikwii, a podczas prac wykopaliskowych prowa­dzonych w ostatnim wieku w Syrii i Egipcie znaleziono sporo dawnych wyrobów jedwabnych, lecz trudno odróżnić mate­riały fabrykowane w Konstantynopolu od egipskich czy sy­ryjskich, gdyż sztukę świata antycznego do VI w. charaktery­zowało niemal jednolite odbicie „sztuki cesarskiej". Za pierwszą tkaninę o pewnym pochodzeniu bizantyńskim uważa się materiał jedwabny z monogramem cesarza Hera-kliusza, ozdobiony klasycyzującym motywem geometrycznym (obecnie w Musee Diocesain w Liege). W tym samym okresie (VII w.), obok odradzających się wpływów klasycyzmu, w or­namentyce tkanin obserwuje się szybki wzrost wpływów or­namentalnych, głównie sasanidzkich. Po zwycięstwie Hera-klmsza nad Persami zatriumfowała w Konstantynopolu moda orientalna tak w kroju, jak i w ornamentach sukien, wyko­nywanych według patronów perskich. Z drugiej strony, w dal­szym ciągu powtarzano wzory antyczne, które ukazuje np. dwubarwna tkanina, jedwabna, przedstawiająca medaliony ze zwycięską kwadrygą, w skarbcu katedry w Akwizgranie (drugi fragment, w Musee de Cluny, według tradycji wydoby­ty został z grobowca Karola Wielkiego), lub tkanina ze sceną polowania na lwy (VIII w.), w kaplicy Sancta Sanctorum w Rzymie (Watykan, Museo Cristiano). Obok tych świeckich motywów późnego cesarstwa rzymskiego, częściej występują czysto orientalne, ukazujące np. zwierzęta w walce, skopiowa­ne w charakterystycznej stylizacji i szczegółach tak dobrze, że z trudem tylko da się je odróżnić od prawdziwych ornamen­tów wschodnich. Do tej grupy należy wspaniała jedwabna tkanina z Sens, przedstawiająca dusiciela^ lwów. Figurę męż­czyzny oddano tu już z wyraźnie zaznaczoną stylizacją, która na innych tkaninach przeszła w czysty linearyzm, Oprócz wy­mienionych, zachowała się jeszcze z VIII w., z okresu ikono-klazmu, jedna z najsławniejszych — tkanina z opactwa w Mo-zac (dziś w Musee Historiąue des Tissus w Lyonie) — przed­stawiająca dwóch cesarzy polujących na lwy. Był to dar Kon-stantyna V dla króla francuskiego Pepina (panującego w la­tach 751—768).
Wszystkie te tkaniny łączą zwięzłość zamkniętej kompozy­cji, rozumne rozłożenie ornamentu, a jednocześnie mocne efek­ty dekoracyjne, w których niemały udział mają barwy. Z re­guły są ciepłe, w tkaninach z Akwizgranu i Mozac przeważa kolor żółty na tle purpurowym, w pozostałych występują barwy żółta, zielona, czerwona i niebieska, najczęściej na tle kremowym.
« powrót
drukuj »

Galeria zdjęć